Olejki od lat wykorzystywane są przez człowieka do namaszczania ciała czy przygotowania pysznych potraw. Już w Biblii wspomina się, że każdy Izraelita powinien mieć go w domu i towar ten był równie ważny jak chleb czy wino. Na lepsze olejki, przywożone z zagranicy mogli pozwolić sobie tylko najbogatsi, bo często osiągały zawrotne ceny, niedostępne dla zwykłego śmiertelnika. Spierzchnięta, popękana skóra w bardzo suchych, pustynnych klimatach jak gąbka wchłaniała dawkę tłustego płynu, który pomagał w leczeniu ran i zapobiegał powstawaniu następnych. Bardzo długo musiałam przekonywać się, że olejki to jedne z najlepszych substancji “nawilżających”. Te tłoczone na zimno zawierają witaminy i mikroelementy i jako, że zaliczane są do emolientów ich zadaniem jest natłuszczanie i zatrzymanie wody w naskórku. Dziś już tłusta warstwa mi niestraszna i chociaż dalej potrafi przysporzyć dyskomfortu, to jednak wiem, że kryje się za nią coś więcej niż tylko nieprzyjemne uczucie lepkości. Teraz się smaruję, wcieram i masuję, a pod moim dachem gości już porządny olejkowy arsenał, którego nie powstydziłoby się najlepsze SPA. Jednym z moich ulubieńców jest Ujędrniający olejek do ciała od Kneipp i to o nim dziś poczytacie.
