From Category: cera trądzikowa

poniedziałek, 20 stycznia 2020


Jako fanka pielęgnacji, zakochana w kosmetykach oraz testach nowych produktów i zawzięcie walcząca z trądzikiem, zaraz po radości płynącej z ujrzenia dwóch kresek na teście ciążowym, zaczęłam intensywnie myśleć czego będę musiała się pozbyć z mojej łazienki i czym zastąpię dotychczas stosowane produkty. To normalne, że spodziewając się dziecka zaczynacie poważnie myśleć o tym jak jecie oraz co na siebie aplikujecie. Nagle sprawdzacie składy dezodorantów, żeli pod prysznic, kremów i zastanawiacie się czy wciąż możecie po nie sięgać bez obawy o zdrowie oraz rozwój dziecka. Wszak udowodnione jest, że małe ilości substancji zawartych w kosmetykach przenikają do naszego krwiobiegu. Oczywiście należy pamiętać o tym, że w większości przypadków nie ma dowodów na to iż "zakazane" składniki rzeczywiście negatywnie wpływają na płód z bardzo prostej przyczyny: znajdźcie mi ciężarną, która zgodzi się na sobie testować kosmetyki wiedząc iż może to zaszkodzić jej dziecku. Dziś jednak przygotowałam dla Was post o pielęgnacji skóry tłustej i trądzikowej w ciąży oraz opowiadam jakich składników unikam, co stosuję w zamian, a jako dodatek dołączę listę kosmetyków marki The Ordinary podzieloną na te, które uważa się za bezpieczne oraz te których lepiej nie kupować przez 9 miesięcy ciąży. Zapraszam! 


- Filtry chemiczne


Stosowanie ochrony SPF w ciąży jest nawet bardziej wymagane niż wtedy gdy nie spodziewamy się dziecka, ponieważ komórki wytwarzające melaninę pracują wówczas szybciej i gdy je wystawimy na Słońce zaczną one wytwarzać dużo więcej tego barwnika, który zamiast równomiernie się rozłożyć, zbierze się w jednym miejscu tworząc plamy. Często jednak lekarze i specjaliści odradzają przyszłym mamom stosowania filtrów chemicznych, bo uważa się, że to właśnie one mają zdolność przenikania do krwiobiegu. Nakłaniają je więc do zaprzestania stosowania kosmetyków, które w składzie mają: Ethexyl Methoxycinnamate, Homosalate, Benzophenone-3-4, Methylbenzylidene Camphor, Octyl Dimethyl PABA. Czytałam jednak, że American College of Obstetricians and Gynecologist nie potwierdza tych informacji jakoby którekolwiek filtry były szkodliwe w ciąży i nie znalazł żadnych badań potwierdzających tę tezę. Decyzja należy do Was, a sama od siebie polecam jednak produkty z filtrami mineralnymi czyli Titanium Dioxide lub Zinc Oxide, które są znacznie łagodniejsze i też super działają. 

- Kwas salicylowy (BHA)


Mój ukochany składnik bez którego nie potrafię żyć! Naprawdę pomaga mi w walce z trądzikiem i czuję się bezpiecznie gdy wiem, że w każdej chwili mogę po niego sięgnąć. Niestety ciężarnym nie poleca się stosowania tej substancji gdyż może powodować wady wrodzone u dziecka, chociaż największe ryzyko powikłań występuje tylko gdy stosujemy go w naprawdę dużym stężeniu czyli więcej niż 2%. Nie ma jednak co płakać, że zostaniemy w tym czasie bezbronne w walce z trądzikiem, bo są też inne kwasy, które chętnie pomogą nam go okiełznać. Co do kwasu glikolowego to znalazłam różne opinie, bo jedni twierdzą iż jest bezpieczny, a inni raczej nie polecają sięgać po niego w ciąży. Ale nawet to da się przeskoczyć, bo osobiście i tak poleciłabym azelainowy lub mlekowy, a u mnie ze względu na zwiększoną wrażliwość skóry najlepiej spisały się kwasy PHA.  

- Retinol (witamina A) i jego pochodne


Jestem prawie pewna, że o zakazie stosowania tego składnika w ciąży wie prawie każda przyszła mama. Żegnamy się więc na 9 miesięcy ze wszystkim co w swoim składzie zawiera substancje zaczynające się na "retin". Jeszcze przed ciążą stosowałam go przez jakiś czas i byłam zadowolona, ale ostatecznie cieszę się, że musiałam zrezygnować z retinolu, bo uważam iż nie jest mi jeszcze potrzebny, a jeśli nawet bym się skusiła to tylko na jego małe stężenie. Na razie kwasy oraz odpowiednia pielęgnacja potrafią trzymać w ryzach mój trądzik, a witamina C oraz filtry pomagają walczyć ze starzeniem się skóry i chociaż wiem iż to nie to samo obecnie nie czuję, że potrzeba mi czegoś więcej. Ostatnio więc zamiast kupować kosmetyki z witaminą A sięgam po te mogące się pochwalić zwartością najnowszego odkrycia czyli Bakuchiolu nazywanego botanicznym retinolem. Nie każdy jednak zgadza się co do tego, że można nim go zastąpić, ale zakłada się, że działa bardzo podobnie a co najlepsze nie podrażnia (w ten sam sposób) oraz nie ma działania fotouczulającego. Opinie są różne, a z własnego doświadczenia nie mogę niczego potwierdzić. Na razie krem z Bakuchiolem stosuję od dwóch tygodni więc ciężko ocenić jakiekolwiek efekty jego działania. Na pewno nie odważyłabym się namawiać osoby stosującej retinol by zastąpiła go kosmetykiem z Bakuchiolem gdyby nie była w ciąży. Jednak za tym pierwszym stoją chociażby lata badań i potwierdzone działanie, a jego naturalny odpowiednik jeszcze nie ma na swoim tak koncie silnych i niezaprzeczalnych dowodów oraz masy wielbicieli by mógł wygryźć raz na zawsze stary, dobry retinol. 

PS: Należy jednak pamiętać, że skoro Bakuchiol jest stosunkowo nową substancją i słabiej przebadaną to mimo, że zapewnia się nas iż można go stosować w ciąży, tego typu stwierdzenie należy uznać za powiedziane trochę na wyrost. My ciężarne dopiero zaczęłyśmy aplikować ten składnik więc skąd pewność, że nie zrobi krzywdy dziecku? Zdaję sobie sprawę, że już trochę dramatyzuje, ale po prostu chciałabym żebyście miały to na uwadze. 

- Benzoyl Peroxide (Nadtlenek Benzoilu)


Kolejny składnik przepisywany przy leczeniu trądziku czy zaskórników. O ironio w ciąży często ta dolegliwość nasila się poprzez zmiany hormonalne, wysuszenie skóry, wzmożone wydzielanie sebum, a właśnie wtedy musimy zrezygnować z większości substancji pomagających nam walczyć z niełatwymi do pokonania wrogami pięknej cery. Sama jednak nie stosuję Nadtlenku Benzoilu i nie uważam by był mi potrzebny. Mój trądzik na szczęście nie jest aż tak uparty bym musiała go leczyć więc daję sobie z nim radę wysyłając mu na przeciw kwasy plus dobrze dobraną pielęgnację. Mam tu na myśli dbanie o odpowiednie pH skóry, nawilżanie, oczyszczanie czy  nawet zdrowe odżywianie. Co prawda znalazłam kilka mocniejszych produktów, w tym też antybiotyków, które są przepisywane przez lekarzy ciężarnym gdy borykają się z  naprawdę silnym trądzikiem, ale o ich bezpieczeństwie pisze się różnie więc zamiast szukać informacji na ten temat w Internecie lepiej zapytajcie o radę swojego dermatologa lub innego specjalistę. 

- Hydrochinon


Jedna z najbardziej skutecznych substancji gdy mowa o pozbyciu się przebarwień.  Swoich nabawiłam się w poprzedniej ciąży i chociaż bardzo się nie lubimy jeszcze nie stosowałam kosmetyków zawierających Hydrochinon. Zamiast tego sięgam po kwas azelainowy, kosmetyki z witaminą C lub olejek tamanu. Na tą drugą polecam jednak uważać, ponieważ często potrafi podrażniać, a skoro skóra w ciąży jest jeszcze bardziej podatna na tego typu skutki uboczne może wywołać nieprzyjemne dolegliwości. Niektóre źródła zakazują stosowania również działającej rozjaśniająco arbutyny, podczas gdy inne piszą iż ponoć przeprowadzono już badania wykluczające te informacje i uznające wyżej wspominaną substancję za całkowicie bezpieczną nawet w ciąży. Sama jednak nie idę aż tak daleko i skupiam się na tych trzech ulubionych składnikach ufając iż pomogą mi w walce z przebarwieniami ( efekty niebawem). 

- Kwasy AHA (glikolowy, mlekowy, jabłkowy, winowy, cytrynowy, migdałowy)


Oczywiście w tym przypadku chodzi mi bardziej o wysokie stężenie tego typu składników. Co prawda nie udowodniono, że ma  ono negatywny wpływ na rozwój płodu, ale w tym przypadku chodzi o zapobieganie podrażnieniu cery, bo tak jak wspomniałam wyżej skóra ciężarnej jest bardziej narażana na tego typu skutki uboczne. Na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że chociażby "krwawy peeling" (AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution) wcześniej stosowałam bez jakiegoś większego uczucia szczypania, a obecnie nawet tonik z kwasem glikolowym od The Ordinary powoduje u mnie okropny dyskomfort i musiałam zrezygnować z sięgania po niego. Dotarłam też do źródeł w których podaje się, że jedynymi bezpiecznymi substancjami z grupy AHA są kwas mlekowy i glikolowy, a całej reszty nie poleca się stosować kobietom w ciąży. Dlaczego? Bo nie zostały odpowiednio przebadane pod tym kątem. Osobiście jednak uważam, że jest to po prostu chuchanie na zimne i jedyne czego bym się bała to ich wysokiego stężenia, ale ostateczna decyzja oczywiście należy do Was.

__________________________________

Tak właśnie wygląda lista najgorszych wrogów przyszłej mamy czających się w produktach przeznaczonych do pielęgnacji cery. Oczywiście od razu uprzedzam iż nie jestem kosmetologiem, dermatologiem czy lekarzem i  nie mogę nikogo zapewnić, że to co uznaję jako alternatywę sprawdzi się również w Waszym przypadku lub na pewno nie zaszkodzi rozwijającemu się dziecku (nie wiem czy ktokolwiek ma taką moc). Poza tym nie każdy boryka się z tym samym rodzajem trądziku czy przebarwień więc i pielęgnacja powinna być inna (choć często nie tylko ona stoi za zmianami skórnymi). Post jest napisany w oparciu o moje doświadczenia i starałam się umieścić w nim jak najbardziej rzetelne informacje, a jak już wyżej wspomniałam znalezienie konkretnych, potwierdzonych i pewnych badań w tym temacie nie jest takie łatwe. Mam jednak nadzieję, że choć trochę rozwiałam Wasze wątpliwości i teraz już będziecie wiedziały co zmienić w swojej rutynie pielęgnacyjnej tak by nie spędzała snu z powiek w obawie o dopiero co rozwijające się maleństwo. Oczywiście i tak wszelkie pytania zalecam skonsultować z lekarzem czy dermatologiem, bo większość z nich jest bardziej wiarygodnym źródłem niż Internet, chociaż słyszałam, że potrafią w odmiennym stanie zakazać stosowania większości produktów. Poniżej zamieszczam rutynę pielęgnacyjną ułożoną dla mnie przez zespół DECIEM w oparciu o produkty, które posiadam pod moim dachem oraz jako, że sporo z Was chętnie sięga po kosmetyki marki The Ordinary i część z nich macie już w domu postaram się wymienić, które z nich są bezpieczne dla kobiet w ciąży. 

______________________________

Kosmetyki The Ordinary  uznawane za bezpieczne do stosowania w ciąży w porządku alfabetycznym:


  • 100 % Cold Pressed Marula Oil
  • 100%  Organic Cold-Pressed Borage Seed Oil
  • 100% L-Ascorbic Acid Powder
  • 100% Organic Cold-Pressed Moroccan Argan Oil
  • 100% Organic Cold-Pressed Rose Hip Seed Oil
  • 100% Organic Virgin Chia Seed Oil
  • 100% Organic Virgin Sea-Buckthorn Fruit Oil
  • 100% Plan Derived Hemi Squalane
  • 100% Plant Derived Squalane
  • "B" Oil
  • "Buffet"
  • "Buffet"+ Copper Peptides 1%
  • Acsorbyl Tetraisopalmitate Solution 20% in Vitamin F
  • Alpha Lipolic 5%
  • Amino Acid 5% + B5
  • Argireline Solution 10%
  • Ascorbyl Gluciside Solution 12%
  • Azelaic Acid Suspension 10%
  • Caffeine Solution 5% + EGCG
  • Coverage Foundation
  • Ethylated Ascorbic Acid 15% Solution
  • EUK 134 0.1%
  • Glycolic Acid 7% Toning Solution
  • High-Adherence Silicone Primer
  • High-Spredability Fluid Primer
  • Hyaluronic Acid
  • Lactic Acid 5% + HA
  • Lactic Acid 10%+HA
  • Magnesium Ascorbyl Phosphate 10%
  • Mandelic Acid 10% + HA
  • Matrixyl 10% + HA
  • Mineral UV Filters SPF15 with Antioxidants
  • Mineral UV Filters SPF30 with Antioxidants
  • Natural Moisturizing Factors + HA
  • Niacinamide 10% + Zinc 1%
  • Pycnogenol 5%
  • Resveratrol 3% + Ferulic Acid 3%
  • Serum Foundation
  • Squalane Cleanser
  • Vitamin C Suspension 23%+ HA Spheres 2%
  • Vitamin C Suspension 30% in Silicone

Kosmetyki The Ordinary, które odradza się stosować w ciąży w porządku alfabetycznym:


  • AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution (zawiera kwas salicylowy plus wysokie stężenie innych kwasów)
  • Alpha Arbutin 2% + HA ( zawiera arbutynę)
  • Ascorbic Acid 8% + Alpha Arbutin 2% ( zawiera arbutynę)
  • Granactive Retinoid 2% Emulsion ( zawiera retinoidy)
  • Granactive Retinoid 2% in Squalane (zawiera retinoidy)
  • Marine Hyaluronics (zawiera kwas salicylowy)
  • Retinol 0.2% in Squalane (zawiera retinol)
  • Retinol 0.5% in Squalane (zawiera retinol)
  • Retinol 1% in Squalane (zawiera retinol)
  • Salicylic Acid 2%  Solution (zawiera kwas salicylowy)
  • Salicylic Acid 2% Masque (zawiera kwas salicylowy)




Rutyna pielęgnacyjna skomponowana przez DECIEM dla kobiety w ciąży z cerą tłustą i trądzikową oraz przebarwieniami (w nawiasie znajdują się zmiany, które wprowadziłam): 


Rano:

1. Mycie ( u mnie jest to CeraVe Foaming Cleanser lub Mama Mio Gorgeous Glow Balancing Face Wash )
2. The Ordinary Caffeine Solution 5% + EGCG 
3.The Ordinary Alpha Arbutin 2% + HA (zawiera wyżej wspomnianą arbutynę więc zamiast tego stosuję The Ordinary Resveratrol 3% + Ferulic Acid 3% z  The Ordinary Vitamin C Suspension 23% + HA Spheres 2% lub ten pierwszy rano, a drugi wieczorem; w przyapdku tak wysokiego stężęnia Vitaminy C należy uważać na mogące wystąpić podrażnienie )
4. The Ordinary Niacynamide 10% + Zinc 1% (pomijam- nie łączy się niacynamidu z witaminą C)
5. NIOD Survival 30 + NIOD Photography Fluid Opacity  8% (zawiera salicylan sodu, który jak wyżej wspomniałam może być szkodliwy w ciąży, ale zajmuje ostatnie miejsca w dosyć długim składzie więc tutaj wszystko zależy od tego czy nie boicie się podjąć ryzyka)

Nie dostałam żadnej informacji odnośnie stosowania toniku rano więc dodam tylko, że zaraz po umyciu twarzy spryskuję ją mgiełką Elizabeth Arden PRO Hydrating Antioxidant Spray plus stosuję ice roller i dopiero przechodzę do punktu drugiego. 





Wieczór dzień 1

1. Mycie ( stosuję CeraVe Foaming Cleanser lub mydło Herbivore) 
2. The Ordinary Caffeine Solution 5%  + EGCG
3. The Ordinary Lactic Acid 10% + HA 2% (stosuję co drugi dzień lub gdy moja cera jest w naprawdę w okropnym stanie)
4. The Ordinary Alpha Arbutin 2% + HA (pomijam ze względu na arbutynę)
5. The Ordinary Niacinamide 10% + Zinc 1% (pomijam)
6. The Ordinary 100 % Organic Cold-Pressed Borage Seed Oil ( zamiast tego stosuję The Inkey List Bakuchiol)
7. NIOD Hydration Vaccine (stosuję tylko dwa razy w tygodniu)


Przed użyciem żelu do mycia twarzy sięgam po olejek do demakijażu By Nature Brightening Cleansing Oil. Tutaj również pominięto tonik więc dodam tylko, że wieczorem aplikuję The Inkey List PHA Toner, a na koniec jeszcze spryskuję twarz mgiełką Elizabeth Arden PRO Hydrating Antioxidant Spray plus do mycia gąbka konjac Boscia Konjac Sponge with Complexion Clearing Clay. 



Wieczór dzień 2

1. The Ordinary Squalene Cleanser (nie posiadam więc stosuję to co wyżej)
2. The Ordinary Glycolic Acid 7% Toning Solution (za mocny dla mnie więc zamiast tego zamieniam go na wyżej wspomniany The Inkey List PHA Toner)
3. The Ordinary Caffeine Solution 5% + EGCG
4. The Ordinary Alpha Arbutin 2% + HA (nie stosuję ze względu na zawartość arbutyny)
5. The Ordinary Niacinamide 10% + Zinc 1% (pomijam)
6. The Ordinary 100  % Organic Cold-Pressed Borage Seed Oil (jak wyżej zamiast tego stosuję The Inkey List Bakuchiol lub gdy skóra jest bardzo przesuszona to raz na jakiś czas ten olej plus kwas hialuronowy od The Inkey List)
7. NIOD Hydration Vaccine (tak jak wyżej tylko dwa razy w tygodniu)



Wieczór 3 (raz w tygodniu)

1. The Ordinary Squalene Cleanser
2. The OrdinaryAHA 30% + BHA 2% Peeling Solution (nie stosuję ze względu na zbyt wysokie stężenie kwasów plus zawiera kwas salicylowy 2% więc tak jak wyżej same zdecydujcie)
3. The Ordinary Caffeine Solution 5% + EGCG
4. The Ordinary 100% Organic Cold-Pressed Borage Seed Oil
5. NIOD Hydration Vaccine



Kosmetyki, które dodałam od siebie:




Wieczór numer 3 pomijam. Jeśli cera potrzebuje czegoś ekstra to stosuję po prostu maseczki oczyszczające lub nawilżające plus sauna do twarzy. Nie zawsze też rutyna pielęgnacyjna wygląda właśnie tak jak wyżej, bo dostosowuję ją do stanu cery i wtedy ewentualnie modyfikuję. Ogólnie uważam, że zespół DECIEM nie przyłożył się do odpowiedzi na moje pytanie umieszczając w przykładowej rutynie pielęgnacyjnej produkty, które wyżej wymieniłam jako uważane za niebezpieczne i chociaż zdaję sobie sprawę, że stężenia "szkodliwych substancji" nie są wysokie więc ktoś mógł się tym kierować to jednak nie zostałam o tym poinformowana. Nie mówiąc już o polecaniu krwawego peelingu ze sporą ilością drażniących kwasów. Nie polecam też wprowadzać wszystkich produktów na raz jeśli wcześniej nie miałyście z nimi styczności i przede wszystkim zawsze pamiętajcie by najpierw zrobić test na skórze sprawdzając jak zareaguje na dany produkt. Muszę zaznaczyć, że znacznie lepiej współpracowało mi się z marką The Inkey List, bo miałam wrażenie, że osoba pisząca była dużo lepiej poinformowana, a i nawet zaoferowali, że dadzą mi darmowe produkty do umieszczenia w tym poście. Nie skorzystałam jednak, bo posiadam wszystkie, które mnie interesują i nie chciałam już o nic więcej poszerzać mojej rutyny pielęgnacyjnej. 


Napisanie posta zajęło mi naprawdę sporo czasu, mam  więc ogromną nadzieję, że jednak komuś się przyda. Na koniec pragnę dodać iż jestem tylko człowiekiem, mogę się mylić co do niektórych informacji (chociaż sprawdziłam je bardzo dokładnie oraz przetestowałam na sobie, bo jestem w drugiej ciąży) lub produktów, których składy się ciągle zmieniają i jeśli uważacie, że gdzieś popełniłam błąd, a nawet jesteście w stanie to potwierdzić, chętnie się poprawię, bo nie chciałabym szerzyć nieprawdziwych informacji lub co gorsza zaszkodzić komuś. Dajcie znać czy znalazłyście coś dla siebie. Pozdrawiam!


PS: Źródła zdjęć to w większości: www.cultbeauty.co.uk lub www.feelunique.com. 













sobota, 18 stycznia 2020





Marka GLAMGLOW to jedna z tych, które nieustannie kuszą mnie wymyślnymi opakowaniami, błyskotkami, brokatem oraz poczuciem zetknięcia się z luksusem gdy tylko sięgam po ich kosmetyki. Nikt nie zaprzeczy, że marketing mają świetny! Wiedzą co zrobić by wszystkim srokom zaświeciły się oczy i serce mocniej zabiło na widok ich produktów, a wtedy to już nieważna cena oraz cała reszta. Po prostu musimy je mieć! Sama kilka razy już dałam się przekonać i kupiłam chociażby ich oczyszczający żel do mycia twarzy Supercleanse Clearing Cream-To-Foam Cleanser, który mnie rozczarował, a zużycie go do ostatniej kropli było dla mnie torturą. Później w jakimś zestawie nabyłam krem rozświetlający Glowstarter Mega Illuminating Moisturiser oraz naprawdę mocno kuszącą maseczkę Instamud 60 second Pore-Refining Treatment i to właśnie o tych produktach Wam dziś opowiem. Zapraszam! 

Glowstarter Mega Illuminating Moisturiser|

 Krem rozświetlający| 185 zł lub 36 GBP

 

Produkt ten jest opisywany jako kosmetyk wielofunkcyjny, bo oprócz rozświetlenia twarzy ma też być bazą oraz kremem nawilżającym w jednym. Producent do zakupu też próbuję nas przekonać zachwalając zawarte w nim składniki czyli między innymi kwas hialuronowy, ekstrakt z jabłka, olej jojoba, masło shea, algi, ogórek, tarczycę bajkalską, kwasy AHA, wyciąg z drożdży oraz kofeinę. Lista INCI tego kosmetyku jest naprawdę długa, ale mimo to nie nawilża on tak jak nam obiecano i według mnie świetnie pasuje do niego stare dobre powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. 

Wyrwałam się już z oceną, ale jeszcze nie wspomniałam o wyglądzie Glowstartera. Ja posiadam mini wersję tego kremu zamkniętą w małym, różowym słoiczku, ale z tego co się orientuję pełnowymiarowy produkt został zapakowany w identyczny sposób co już nie spotyka się z moją aprobatą. Jeśli chodzi o tego typu kosmetyki to preferuję tubki czy buteleczki, a nie mało higieniczne słoiczki. Co więcej krem pachnie tak intensywnie, słodko i cukierkowo, że jestem w stanie uwierzyć iż może powodować bóle głowy oraz nudności. Naprawdę ciężko mi było przywyknąć do tej woni, zwłaszcza, że ciągnęła się za mną długie godziny. Pochwalić go mogę za lekką konsystencję, ale zdecydowanie nie podoba mi się sztuczny glow i nawet gdybym była posiadaczką porcelanowej cery raczej nie odważyłabym się nosić Glowstartera solo. Co więcej mam wrażenie, że moja skóra za żadne skarby nie chce go zaakceptować. Nawet po odczekaniu naprawdę długiego czasu krem wciąż się nie wchłania, pozostawia tłustą oraz nieprzyjemną, lepką warstwę i jedyne na co mam ochotę to go jak najszybciej zmyć.  


Niestety przychodzi w końcu czas na aplikacje podkładu i wtedy cały ten glow znika. Nie widzę żadnego rozświetlenia, ani poprawy wyglądu cery. Co więcej znacznie skraca on trwałość mojego podkładu i skóra zaczyna błyszczeć w ekspresowym tempie. Tak jak wspomniałam wyżej nie zauważyłam też jakiegoś chociażby optymalnego nawilżenia czy odżywienia więc cała ta moc płynąca z super składników mnie akurat nie dosięgnęła. Próbowałam go nawet miksować z podkładem i wtedy spisywał się troszkę lepiej, ale wciąż brak mi było tego obiecanego rozświetlenia. Zdaję sobie sprawę, że recenzja produktu wygląda tak jakbym się na niego uwzięła i może faktycznie jestem uprzedzona, bo widziałam masę pozytywnych komentarzy pod adresem Glowstartera, a u mnie wypada dosyć słabo. Poza tym nawet gdyby dał mi ten obiecany glow czy nawilżenie to czy faktycznie jest wart swojej ceny? Na pewno nie. Wolałabym zainwestować w krem z dużo lepszym składem, a cerę ożywić jakimś fajnym rozświetlaczem, który obecnie można kupić za grosze. Jak dla mnie Glowstarter to zdecydowanie przereklamowany bubel. 



Skład: Water\Aqua\Eau, Dimethicone, Butylene Glycol, Glyceryl Distearate, Cetyl Ricinoleate, Trisiloxane, Glyceryl Stearate Se, Cholesterol, Steareth-10, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Cetyl Esters, Cetyl Alcohol, Glycerin, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyaluronate, Algae Extract, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Saccharomyces Lysate Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Ceramide Ng, Isohexadecane, Synthetic Fluorphlogopite, Sucrose, Polysorbate 80, Acrylamide/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Xanthan Gum, Caprylyl Glycol, Hexylene Glycol, Citric Acid, Linoleic Acid, Panthenol, Fragrance (Parfum), Limonene, Citral, Linalool, Disodium Edta, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Sodium Citrate, Phenoxyethanol, [+/- Mica, Titanium Dioxide (Ci 77891), Iron Oxides (Ci 77491), Iron Oxides (Ci 77492), Iron Oxides (Ci 77499), Blue 1 (Ci 42090), Red 4 (Ci 14700), Red 33 (Ci 17200), Yellow 5 (Ci 19140)].

Glamglow Instamud 60 sekundowa maseczka oczyszczająca|

 165 zł lub 30 GBP


Do zakupu tej maseczki nie kusi tylko odlotowy, fioletowy odcień, ale także fakt iż na twarzy spoczywa tylko przez minutę, a później już możemy się jej pozbyć. Przyznajcie sami, że najgorsze w stosowaniu tego typu produktów jest czekanie 15-20 minut na zmycie, a przecież żyjemy w czasach gdzie wszystko musi być na już, na teraz, z natychmiastowym efektem. W tym przypadku również producent chwali się zawartością działających cuda składników czyli glinką bentonitową i kaolinową, oczarem wirginijskim, aloesem, korzeniem lukrecji, jabłkiem, niacyną oraz alantoniną. 

Już samo opakowanie robi wrażenie, tak jak z resztą u większości produktów GLAMGLOW. Pewnie zdążyliście się domyślić, że ta fajna buteleczka z pompką musiała naprawdę dać mi sporo satysfakcji i w końcu nie będę narzekać na słoiczek. Dzięki niej wydobywa się produkt w szybki oraz higieniczny sposób co baaardzo ułatwia jego stosowanie. Kocham kolor tej maseczki! I chociaż to tylko odcień, jest tak unikatowy, że znacznie chętniej się wtedy po nią sięga. Super jest być przez chwilę postacią z filmu "Star Wars" czy "Strażnicy Galaktyki", albo po prostu twarzą księżyca z listy emoji. Kilka sekund po aplikacji czuję przyjemny chłód oraz intensywny zapach mięty, a potem produkt zaczyna bąbelkować i wtedy dopiero zaczynają się tortury. Kto wytrzyma dłużej niż minutę? Na pewno nie ja. To łaskotanie jest dla mnie tak irytujące, że mam ochotę zadrapać się na śmierć więc już wiecie co robić gdy chcecie wyciągnąć ode mnie informacje- GLAMGLOW Instamud. Oczywiście po jakimś czasie powstawanie pianki ustaje i zostajemy z lekko wyschniętą warstwą produktu, ale niestety chęć podrapania się wcale nie znika. 


Skóra po użyciu Instamud jest super gładka miękka, lekko oczyszczona i...tyle. No właśnie tylko tyle. Powinnam sama sobie narzucić chłostę za zakup tego produktu, bo lepszy efekt osiągnę choćby z maseczką za kilkanaście złotych. Wizualnie wypada naprawdę świetnie, ale działanie mogę ocenić tylko westchnieniem oraz wzniesieniem oczu i rąk do nieba. 

Skład:  Water\Aqua\Eau, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Sodium C14-16 Olefin Sulfonate, Bentonite, Glycerin, Kaolin, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethyl Perfluorobutyl Ether, Sodium Cocoamphoacetate, Cocamidopropyl Betaine, Ethyl Perfluoroisobutyl Ether, Niacinamide, Sodium Hyaluronate, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Allantoin, Acetyl Glucosamine, Bisabolol, Dipotassium Glycyrrhizate, Ethylhexylglycerin, Menthol, Ppg-26-Buteth-26, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Sodium Chloride, Xanthan Gum, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Ethylhexyl Salicylate, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Pentylene Glycol, Citric Acid, Propanediol Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Bht, Chlorphenesin, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Titanium Dioxide (Ci 77891), Ext. Violet 2 (Ci 60730).
_____________________________________________

Odpowiadając na pytanie czy warto inwestować w produkty GLAMGLOW? Moim zdaniem nie, choć wiem, że sporo osób lubi ich maseczki i uważa, że naprawdę działają. I ja w to wierzę, ale równie dobrze jak nie lepiej spisują się dużo tańsze produkty więc po co przepłacać (jak to mówią w reklamach leków)? Chociaż jeśli cena nie gra dla Was roli, a lubicie powiew luksusu, wymysły, brokaty oraz kosmiczne kolory to dlaczego nie? Ja sama od siebie dostałam bana na kupowanie produktów tej marki i chociaż wciąż zerkam na ich nową mgiełkę czy serum nie dam się już więcej złapać sprytnemu marketingowi by później żałować wydanych pieniędzy. Zwłaszcza, że jest tyle fajnych kosmetyków do przetestowania, a twarz tylko jedna. Tym razem niestety bardzo negatywna recenzja za co przepraszam, ale musiałam się wygadać oraz szczerze napisać co myślę. A może Wy macie inne zdanie? Chętnie się dowiem :)


wtorek, 7 stycznia 2020



Powiadają, że u osób ze skórą tłustą znacznie później pojawiają się zmarszczki więc na szczęście są jakieś plusy posiadania tego typu cery. Niestety jednak tylko my wiemy jak trudno jest znaleźć odpowiednią pielęgnację, która pomoże ograniczyć wydzielanie sebum, ale też porządnie nawilży i nie obedrze z tego co najlepsze. Gdy ktoś przychodzi do mnie z pytaniem co robi źle podczas dbania o skórę to zawsze najpierw staram się dowiedzieć jak ją oczyszcza. Zwłaszcza gdy posiada się wypryski i zaskórniki. Moim zdaniem to naprawdę bardzo ważny krok, a już na pewno ogromne znaczenie ma również fakt po które konkretnie produkty sięgamy by usunąć makijaż, zanieczyszczenia oraz sebum. Oj nie jest nam łatwo trafić na żel do mycia twarzy potrafiący dobrze umyć buzię, ale bez pozostawiania jej z uczuciem ściągnięcia i wysuszenia co tylko wzmaga produkcję sebum. Ostatnio moje poszukiwania doprowadziły mnie do marki CeraVe, a konkretnie mam na myśli ich produkt czyli Foaming Facial Cleanser (For Normal to Oily Skin) wersja dla skóry normalnej oraz tłustej. Mam wrażenie iż marka ta zdominowała ostatni rok, a wzmianki o ich kosmetykach pojawiały się dosłownie wszędzie i uznawane były za jedne z najlepszych produktów w swojej kategorii. Kilka dni temu żel sięgnął dna więc jak najbardziej jestem gotowa na recenzję. Czy kupię go ponownie?



Opakowania, które marka sobie wymyśliła nie przemawiają do mnie wcale. Osobiście jestem wielbicielką szkła, ciemnych buteleczek, aluminiowych tubek, minimalizmu i odrobiny luksusu.  Zdaję sobie jednak sprawę, że nie jest do najważniejsze więc na pierwszym miejscu zawsze będzie działanie, skład, cena i dopiero na końcu prezencja kosmetyku. Żel umieszczono w zwykłej, plastikowej  butelce z pompką, która nigdy nie sprawiała mi problemów, a nawet pozwoliła zużyć kosmetyk do samego końca. Bezbarwna, gęsta, żelowa konsystencja w kontakcie z wodą szybko zmienia się w miłą piankę o bardzo lekkim, aptecznym zapachu. Wystarczy jedna pompka by porządnie umyć całą twarzy, szyję i dekolt. 



W składzie żelu od CeraVe (ok. 10 GBP lub ok 35 zł) znajdziecie ceramidy, kwas hialuronowy i niacynamid, a wszystko po to by ukoić naszą cerę, nawilżyć ją czy wzmocnić barierę ochronną skóry. Ponadto nie jest on komedogenny, nie podrażnia i nie zawiera substancji zapachowych, choć posiada parabeny, z którymi nie każdy się lubi. Mimo iż produkt ten nie ma najbardziej naturalnego składu działa świetnie i z czystym sumieniem polecam Wam go jeśli borykacie się z nadmiernym wydzielaniem sebum, trądzikiem, podrażnieniem czy odwodnieniem cery. Oczyszcza naprawdę dobrze i przy tym faktycznie jest delikatny. Nigdy nie zauważyłam by wysuszał moją skórę lub powodował nieprzyjemne ściągnięcie czy wzmagał produkcje sebum. Jeśli wcześniej nie mogliście znaleźć odpowiedniego produktu do mycia twarzy, ten w połączeniu z dobrze dobraną pielęgnacją pomoże Wam wyciszyć cerę, pozbyć się wyprysków i zredukować wydzielanie sebum. 



Nic więcej nie jestem w stanie dodać. Oczywiście polecam Foaming Cleanser każdemu kto boryka się z podobnymi problemami skórnymi do mnie (cera tłusta/trądzikowa) i sama też pewnie jeszcze go kiedyś nabędę. Co więcej zdecydowanie nie jest to mój ostatni produkt od CeraVa (na mojej liście od dawna znajduje się ich ponoć świetny krem pod oczy) i jestem prawie pewna, że gdyby tylko kosmetyki marki ubrane były w troszeczkę bardziej eleganckie  opakowania testowałabym je znacznie chętniej, a nie ociągała się z zakupem. A może Wy jesteście w stanie mnie skusić na jakiś konkretny produkt? :)



Skład:Aqua/water, Glycerin, Coco-Betaine, Propylene Glycol, Sodium Cocoyl Glycinate, Peg-120 Methyl Glucose Dioleate, Sodium Chloride, Acrylates Copolymer, Cirtic Acid, Carpryloyl Glycine, Caprylyl Glycol, Dosium Hydroxide, Niacinamide, Disodium Edta, Sodium Hyaluronate, Sodium Lauroyl Lactylate, Ceramide NP, Phenoxyethanol, Ceramide AP, Phytosphingosine, Cholesterol, Xanthan Gum, Carbomer, Ethylexylglycerin, Ceramide EOP



piątek, 3 stycznia 2020


Gdyby właśnie dziś ktoś w bardzo brutalny sposób zmusił mnie do stosowania tylko jednej marki kosmetycznej do końca mojego życia w kilka sekund, bez zbędnego zastanawiania się wybrałabym właśnie NIOD od Deciem. Skąd ta dziwna nazwa z której wymówieniem ma problem tak wiele osób? Jest to skrót z angielskiego Non Invasive Options in Dermatology co można tłumaczyć jako nieinwazyjne sposoby na  poprawę wyglądu naszej skóry. Mimo iż marka jest siostrą dobrze znanej Wam The Ordinary musicie się nastawić na znacznie wyższe ceny, a to wszystko dlatego, że jej formuły i opakowania są bardziej luksusowe, receptury potrzebują masy eksperymentów by naukowo potwierdzić ich skuteczność, a co więcej NIOD raczej koncertuje się na długoterminowych wynikach. Marka stawia na technologię nowej generacji  i uwielbia przekraczać granice nauki w kwestii pielęgnacji skóry. Jeśli w pracowni Deciem jakiś szalenie zdolny naukowiec odkryje nowy i rewolucyjny składnik, macie to jak w banku, że wkrótce pojawi się on właśnie w kosmetykach NIOD. Uwielbiam praktycznie każdy ich produkt, a nawet jeśli nie czuję się którymś oczarowana to i tak żadnego nie nazwę bublem. Dziś mam zamiar w końcu po dość długich testach opowiedzieć Wam o każdym kosmetyku marki, który znalazł się na mojej twarzy w ciągu ostatniego roku, a trochę ich było. Niestety nie do każdego mam zdjęcie, bo zdążyłam się pozbyć opakowań w czasie gdy nie byłam aktywna w blogosferze, ale na szczęście sporządziłam notatki, które w przyszłości miały mi pomóc w podjęciu decyzji o kolejnym zakupie. W poście znajdziecie recenzję: NIOD Survival 30 i Survival 20, Survival 0, NIOD Superoxide Dismutase Saccharide Mist, NIOD Low Viscosity Cleansing Ester, NIOD Photography Fluid Opacity 8%, NIOD Hydration Vaccine, NIOD Multi-Molecular Hyaluronic Complex, NIOD Fracionated Eye Contour Concantrate, NIOD Sankrit Saponins

NIOD Survival 30 i NIOD Survival 20 S20/S30| Serum Antyoksydacyjne z Filtrem SPF/ 125 i 119 zł oraz 24 i 25 GBP


Zdecydowanie najlepszy produkt marki! Sama zużyłam około 10 opakowań Survivalu i to na pewno nie koniec. Moja tłusta, trądzikowa cera naprawdę nie lubi się z kremami lub serami zawierającymi SPF, a znalezienie tego jedynego, ukochanego zajęło mi wieki. Obecnie nie zamieniłabym wyżej wspomnianego kosmetyku na żaden inny i nawet nie sięgam po inne tego typu produkty, bo jestem pewna iż lepszego na pewno nie znajdę (ten mógłby być jedynie trochę tańszy).

Początkowo Survival otrzymywało się w buteleczce z pipetą i nie pamiętam czy sprawiała mi jakiś ogromny problem, ale po jakimś czasie zmieniono ją na pompkę, którą można łatwo zablokować poprzez przekręcenie na pozycję wskazującą 0. Oczywiście jak na luksusową markę przystało wszystkie produkty zapakowano w czarne, minimalistyczne i eleganckie kartoniki, a ich zawartości chronią szklane, ciemne opakowania. NIOD znany jest mi również z naprawdę dziwnych, rzadko spotykanych konsystencji i z tą od Survivalu też początkowo nie umiałam współpracować. Jest na pewno rzadka, ale nie super lejąca o lekko beżowym zabarwieniu i nigdy nie byłam pewna jak duża jej ilość powinna się znaleźć na mojej twarzy. Z tego też powodu pierwsze użycia Survivalu nie zakończyły się sukcesem i byłam rozczarowana, że wcale się u mnie nie sprawdził. Nie poddając się jednak szukałam sposobu byśmy się w końcu dogadali i tak oto odkryłam iż na mojej tłustej cerze spisuje się najlepiej bardzo cienko aplikowany, przy porządnym rozprowadzeniu na każdej partii twarzy. Następnie muszę odczekać około 15 minut by dokładnie się wchłonął, a potem już dzieje się magia.


Co prawda produkt pozostawia po sobie lekko lepką warstwę, ale wystarczy zaaplikować makijaż by zupełnie się jej pozbyć. Co więcej już samo serum dzięki swojemu zabarwieniu wyrównuje koloryt skóry i sprawia iż wygląda ona dużo ładniej i zdrowiej, choć zdaję sobie sprawę iż jest to opcja dla osób, które naprawdę lubię swoją cerę bez aplikowania na nią niepotrzebnej warstwy podkładu czy pudru. Survival kocham za to, że przede wszystkim chroni moją skórę przez szkodliwymi promieniami UVA i UVB, nie pozostawia po sobie białych śladów, jest super lekki, nawilża i co najważniejsze przedłuża trwałość mojego makijażu. Mogłabym naprawdę godzinami zachwycać się tym produktem, bo prócz Zinc Oxide i Titanium Dioxide zawiera również w swoim składzie tak modne dziś antyoksydanty zapobiegające rozwojowi wolnych rodników, a co za tym idzie opóźniające proces starzenia się cery, poprawiające jej jędrność i elastyczność, polepszające nawilżenie oraz wzmacniające płaszcz hydrolipidowy dzięki czemu nasza skóra staje się odporna na przesuszenia czy wysyp wyprysków. Jak widzicie sporo jest tego, ale nie będę wypisywać wszystkich właściwości Survivalu widniejących na opakowaniu, bo zainteresowani szybko do nich dotrą, a reszty nie będę zbędnie zanudzać.


 
Jeśli zastanawiacie się dlaczego umieściłam Survival 30 i Survival 20 razem to już śpieszę z odpowiedzią. Według mnie różni je tylko mniejsza ochrona, bo żadnej rozbieżności w działaniu raczej nie odnotowałam. Po ten pierwszy sięgam tylko dlatego, że preferuję wyższe filtry, ale gdy na półkach brakuje 30 to bez problemu sięgam po 20 i nie płaczę z tego powodu. Zdecydowanie polecam oba produkty i kocham je tak mocno iż chyba nigdy wcześniej nie darzyłam żadnych kosmetyków tak wielką miłością. Oby nigdy nie wycofano ich z produkcji, bo będę musiała wtedy przeżyć długie miesiące żałoby, a na to nie jestem gotowa.


  


  Skład: Cyclopentasiloxane, Aqua (Water), Zinc Oxide, Titanium Dioxide, Glycerin, PEG-10 Dimethicone, PEG-9 Polydimethylsiloxyethyl Dimethicone, Propanediol, Acrylates/Ethylhexyl Acrylate Crosspolymer, Dimethicone/PEG-10/15 Crosspolymer, Hexyl Laurate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Dimethylmethoxy Chromanol, Inulin, Alpha-glucan oligosaccharide, Solanum Lycopersicum (Tomato) Fruit Extract, Superoxide Dismutase, Xanthophyll, Pinus Pinaster Bark Extract, Polygonum Aviculare Extract, Alteromonas Ferment Extract, Padina Pavonica Thallus Extract, Arginine, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine, Phenylalanine, Aspartic Acid, PCA, Sodium PCA, Sodium Lactate, Squalane, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Tocopherol, Melanin, Sucrose, Tapioca Starch, Stearic Acid, Trimethylsiloxysilicate, Pentylene Glycol, Butylene Glycol, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Sodium Chloride, Dipropylene Glycol, Tromethamine, Ethoxydiglycol, Alumina, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, 1,2-Hexanediol, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.

Survival 0 S0| Serum antyoksydacyjne| 101 zł lub 20 GBP


Mimo iż to serum należy do mojej ulubionej rodzinki Survivali, jako jedyne nie chroni przed promieniami UVA, a co więcej przeznaczone jest do stosowania wyłącznie na noc. Oczywiście nie spalą Was ognie piekielne gdy zaaplikujecie produkt o poranku, ale warto wiedzieć iż nie zastąpi on kosmetyku z filtrem przeciwsłonecznym. Nie jest to serum jak każde inne ponieważ jego główne zadanie to ochrona cery przed szkodliwym działaniem środowiska oraz obecnego stylu życia. Survival 0 jest wręcz napakowany innowacyjną technologią pomagającą nam w obronie skóry przed wyżej już wspomnianymi wolnymi rodnikami, zanieczyszczeniami, stresem, podczerwienią oraz niebieskim światłem emitowanym przez urządzenia takie jak telefony czy komputery, a to coś zupełnie nowego w świecie kosmetyków. Dotychczas żadne z nas pewnie nie zastanawiało się nad tym, że spędzając długie godziny przed ekranami chociażby urządzeń mobilnych możemy szkodzić swojej cerze. Zanim jeszcze wiedzieliśmy o problemie, Deciem już szykowało nam jego rozwiązanie. W składzie tego serum znajdziecie oczyszczoną luteinę pozyskiwaną z kwiatu nagietka czy kompleks karotenoidów pomidorowych i wiele innych fajnych składników.


Tak jak w przypadku poprzednich Survivali początkowo 0 też był umieszczony w ciemnej buteleczce z pipetą, która później została zamieniona na pompkę. Poza tym serum posiada dosyć ciemną, rzadką, coś jakby pomarańczowo/brązową konsystencję. Bardzo łatwo rozprowadza się na twarzy, pozostawiając lekki film, który wchłania się bez problemu w kilkanaście minut. Pachnie lekko ziołowo, bardzo naturalnie, ale zupełnie nie drażniąco no i co więcej jest niesamowicie wydajne.

Pewnie jednak najbardziej ciekawi Was działanie Survivalu 0. I w tym przypadku potrzebowałam czasu by docenić jego wspaniałe właściwości. Oczywiście nie jestem w stanie ocenić czy ochronił moją cerę przed wszystkimi tymi szkodliwymi czynnikami, które powinien zwalczać, ale zdecydowanie poprawił stan skóry. Tak naprawdę początkowo byłam pewna, że nie robi żadnych cudów. Dopiero gdy skończyłam pierwszą buteleczkę serum i przestałam po nie sięgać przez kilka dni, moja buzia zaczęła wyglądać dużo gorzej, a ja od razu wiedziałam iż po prostu tęskni za Survivalem 0. Kupiłam więc kolejne opakowanie produktu i wtedy już potwierdziły się moje przypuszczenia, że to on stał za dobrze nawilżoną, zdrowo wyglądającą, jędrną oraz pełną blasku skórą. Od tamtej pory tak jak reszta jego rodzinki trafił do grona moich ulubieńców. Co więcej lubię go też za tą lekkość, delikatność i oczywiście nie mogłabym nie docenić faktu iż nie zapycha mojej trądzikowej cery. Jest również świetną alternatywą dla osób, które nie mogą stosować witaminy C, a chciałyby skorzystać z dobroczynnego wpływu antyoksydantów na skórę. Kwas askrobinowy niestety ma to do siebie iż może podrażniać, szczególnie cery naczyniowe i super wrażliwe. Wtedy właśnie polecam sięgnąć po Survival 0. Jak dla mnie super produkt! 

    Skład:  Aqua (Water), Glycerin, Squalane, Inulin, Algae Extract, Alpha-glucan oligosaccharide, Solanum Lycopersicum (Tomato) Fruit Extract, Superoxide Dismutase, Dimethylmethoxy Chromanol, Xanthophyll, Pinus Pinaster Bark Extract, Polygonum Aviculare Extract, Hydrolyzed Sodium Hyaluronate, Alteromonas Ferment Extract, Padina Pavonica Thallus Extract, Arginine, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine, Phenylalanine, Aspartic Acid, PCA, Sodium PCA, Sodium Lactate, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Melanin, Sucrose, Tapioca Starch, Propanediol, Pentylene Glycol, Butylene Glycol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Carbomer, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Isoceteth-20, Tromethamine, Triethanolamine, Polyurethane-34, Ethoxydiglycol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, 1,2-Hexanediol, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.

NIOD  Superoxide Dismutase Saccharide Mist SDSM| 34 GBP

 


Nic nie sprawia mi większej przyjemności o poranku niż okrycie twarzy przyjemną mgiełką hydrolatu czy wody termalnej. Jak jednak na NIOD przystało Superoxide Dismutse Saccharide Mist to nie taka zwykła, mało skomplikowana woda, która jest tylko przyjemnym dodatkiem do pielęgnacji. By nie przynieść wstydu marce musi robić coś więcej niż tylko nawilżać, umilać nam czas czy chłodzić w upalne dni. Producenci od razu podkreślają iż kosmetyk ten ma leczyć i nie należy go błędnie klasyfikować jako toniku do twarzy. Co więcej nazywają mgiełkę naszą fundamentalną siłą do walki ze stresem oksydacyjnym (czy ktoś wcześniej w ogóle wiedział, że taki istnieje?), utratą wody w naskórku czy stanami zapalnymi. W jej składzie znalazłam substancje o których nigdy w życiu nie słyszałam. Mowa tu choćby o dysmutazie ponadtlenkowej (drugie miejsce w składzie) czyli przeciwutleniaczu, który jest zdecydowanie najlepszym wyborem jeśli chodzi o walkę właśnie ze stresem oksydacyjnym będącym skutkiem naszego obecnego stylu życia. Mam tu na myśli ciągłe życie w biegu, sporo nerwów oraz oczywiście niezdrowe odżywianie. Mogłabym dodać do tego jeszcze zanieczyszczone powietrze czy palenie papierosów i wtedy opisać Wam jakie procesy zachodzą w naszym organizmie podczas takiego egzystowania, ale znawcą nie jestem więc wspomnę tylko iż jednym ze skutków stresu oksydacyjnego jest uszkodzenie błony komórkowej skóry co prowadzi do jej szybszego zwiotczenia i starzenia się, a nawet raka. Kolejnym składnikiem o którym należy wspomnieć jest Marine Exopolysaccharides. Ponoć zatrzymuje wodę w skórze nawet lepiej niż osławiony kwas hialuronowy, a co więcej powiadają iż potrafi poprawić poziom jej  nawilżenia nawet o 35% w ciągu dwóch godzin! Naprawdę chciałabym Wam napisać sporo na temat substancji, w które NIOD wyposaża swoje kosmetyki, ale o większości brak jakichkolwiek szczegółowych informacji w Internecie mimo iż pisząc ten post spędziłam naprawdę sporo czasu by bardziej zrozumieć markę i składniki, które dodaje do swoich kosmetyków.




Sam produkt otrzymujemy w wielkiej, transparentnej butelce z bardzo wygodnym atomizerem. Producent poleca mgiełkę aplikować również na ciało, ale któż by odważył się marnować w ten sposób tak cenny produkt? Niestety obecnie nie posiadam owego cuda w moim domu więc nie jestem Wam w stanie pokazać jego fajnego, turkusowego zabarwienia (na zdjęciu widzicie inny tonik, który po prostu przelałam do pustego pojemnika by dalej cieszyć się wspaniałym, wygodnym atomizerem). Kolor ten zawdzięczamy składnikowi o nazwie Malachite Extract, który jest minerałem bogatym w miedź również chroniącym właśnie przed wyżej wspomnianym stresem oksydacyjnym. Aż wzdycham na myśl jak przyjemne doznania dostarcza nam ta delikatna, lekko ziołowo pachnąca "mgiełka". To uczucie odprężenia, nawilżenia oraz luksusu. Wystarczy kilka zastosowań by zauważyć poprawę stanu skóry. Z dnia na dzień staje się bardziej promienna, gładka, jędrna i mniej odwodniona. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Kolejny mój hit, kolejny ulubieniec, którego zapas chciałabym mieć do końca życia.



    Skład: Aqua (Water), Superoxide Dismutase, Malachite Extract, Pseudoalteromonas Exopolysaccharides, Mirabilis Jalapa Extract, Polypodium Vulgare Rhizome Extract, Cetraria Islandica Thallus Extract, Sphagnum Magellanicum Extract, Arginine, Propanediol, Glycerin, Pentylene Glycol, Butylene Glycol, Sodium Salicylate, Gellan Gum, Sodium Chlorideachite Extract, Pseudoalteromonas Exopolysaccharides, Mirabilis Jalapa Extract, Polypodium Vulgare Rhizome Extract, Cetraria Islandica Thallus Extract, Sphagnum Magellanicum Extract, Arginine, Propanediol, Glycerin, Pentylene Glycol, Butylene Glycol, Sodium Salicylate, Gellan Gum, Sodium Chloride, PPG-26-Buteth-26, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Citric Acid, Tromethamine, Phenoxyethanol, Chlorphenesin.



NIOD Low Viscosity Cleaning Ester LVCE| Emolientowy płyn oczyszczający| 159 zł lub 30 GBP

Źródło: www.niod.com

Ten płyn oczyszczający to kolejny produkt z jakim nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. Jego zadaniem jest porządne oczyszczenie skóry z wszelkich zanieczyszczeń i makijażu, ale bez obdzierania jej z cennej warstwy ochronnej, wysuszenia czy pozostawienia z uczuciem napięcia oraz dyskomfortu jednocześnie regulując wydzielanie sebum. W jego składzie znajdziecie głównie estry oczyszczające i to takie, które potrafią pozbyć się nawet najgorszych silikonów, olejów czy pigmentów ale również i filtrów UV. Co więcej ekstra dostajemy ekstrakt z rozmarynu oraz witaminę E.


Miękka, transparentna butelka zakończona wygodnym dziobkiem, doskonale dozuje upragnioną ilość produktu nie sprawiając żadnych problemów. Jednak najbardziej chyba urzekła mnie konsystencja płynu. Niby olejek, ale jednak nie, niby woda, ale przecież nie ma jej ani grama w składzie, zachowuje się jak balsam myjący choć to też nie to. Najważniejsze jednak, że produkt ten naprawdę świetnie usuwa każdy makijaż czy jakiekolwiek zanieczyszczenia, a co więcej robi to w najlepszy i najdelikatniejszy sposób jaki znam. Osobiście jestem wielką fanką dwuetapowego oczyszczania twarzy (olejek + płyn myjący), ale jeśli musiałabym wykonać demakijaż bez użycia wody, żaden inny produkt nie nadałby się do tego lepiej, a co więcej jestem pewna iż nie zostawiłby mnie z uczuciem brudnej, zanieczyszczonej twarzy. Wystarczy kilka kropelek płynu oraz szmatka muślinowa lub zwykły wacik i wtedy możecie zaczynać czarować. Bez mgły na oczach oraz długich minut zmywania produktu żelem do mycia twarzy. A co więcej na koniec zostajecie z miękką, porządnie oczyszczoną i dopieszczoną skórą. Cóż mogę znowu rzec? Zdecydowanie najlepszy produkt do demakijażu jaki znam.



    Skład: Cetyl Ethylhexanoate, Isoamyl Laurate, Isoamyl Cocoate, Butyl Avocadate, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Tocopherol, Propyl Gallate, Ethoxydiglycol, Dimethyl Isosorbide, Farnesol, Linalool.



NIOD Photography Fluid Opacity 8% PF8|Baza koloryzująca- korygująca| 107 zł lub 21 GBP


Na bazę dającą efekt rozświetlenia pewnie sama bym się nie zdecydowała, bo moja cera raczej nie dogaduje się z tego typu produktami, ale ta dołączona była do jakiegoś zestawu ze znacznie bardziej interesującymi mnie kosmetykami. Nie sięgałam po nią długi czas, bo nie miałam pojęcia jak mogłaby mi pomóc, a co więcej posiada ona dosyć mocny, złoty odcień, który przerazić może nawet największych wielbicieli błysku. Dopiero siostra jako posiadaczka suchej cery skuszona głównie obiecanym przez producenta nawilżeniem postanowiła spróbować się z tą bazą i od razu skradła jej serce. NIOD obiecuje nam wyrównanie kolorytu skóry, wygładzenie, dodanie jej blasku oraz świeżości oraz powinna też niwelować widoczność niedoskonałości. Co więcej baza ta polecana jest do sesji zdjęciowych by nasza cera prezentowała się nienagannie i wręcz perfekcyjnie. 



Photography Fluid Opacity to taki trochę podrasowany, znacznie lepszy natychmiastowy samoopalacz w butelce. Warto wiedzieć iż może nie polubić się z produktami, które zaaplikujecie przed nim przez co wszystko zacznie się rolować a co więcej mogą nawet powstać plamy. Zdecydowanie należy nakładać go oszczędnie i bez przesady. Przyznam, że głęboki, błyszczący, złoty kolor bazy naprawdę robi wrażenie. Po aplikacji na całą twarz zdecydowanie zauważycie iż lekko przyciemnia cerę i pięknie ją rozświetla, ale niestety moja trądzikowa, pełna plam oraz blizn skóra nie nadaje się bym mogła nosić ją solo bez podkładu lub choćby innego, lekko kryjącego produktu. Co więcej kosmetyk ten również nie sprawdza się na mojej tłustej skórze aplikowany bezpośrednio z butelki. Mimo iż każdy podkład wygląda na nim pięknie to niestety znacznie skracał on jego trwałość. Na szczęście udało mi się znaleźć sposób na tą bazę i obecnie nie wyobrażam sobie bez niej życia. Co takiego zrobiłam, że rozkochała mnie w sobie? Po prostu któregoś dnia zmieszałam jej odrobinę z moim filtrem przeciwsłonecznym czyli Survivalem 30 i wtedy zadziała się magia! Zyskałam super trwałość oraz wygładzoną, pięknie rozświetloną i nieskazitelnie wyglądającą cerę. Obecnie stosuję ten kosmetyk codziennie. Zdążyłam już zauważyć, że dzięki niemu nawet po zmyciu makijażu moja skóra wygląda po prostu super, jest w całkiem dobrej kondycji, a co najważniejsze nie spowodował on u mnie zaskórników czy wysypu niedoskonałości. Od dawna kocham bazę od Hourglass i byłam pewna, że nigdy nie znajdę jej konkurencji, a teraz sama nie wiem czy nie wolę właśnie tej od NIOD. W moich planach mam jeszcze przetestowanie Photography Fluid Opacity 12% i jestem ogromnie ciekawa czy też się tak pokochamy.

    Skład: Aqua (Water), Caprylyl Methicone, Titanium Dioxide, Isodecyl Neopentanoate, Mica, Trimethylsiloxysilicate, Cetearyl Alcohol, Propanediol, Caramel, Ceteth-20 Phosphate, Red Iron Oxide (CI 77491), Sodium Hyaluronate, Pseudoalteromonas Exopolysaccharides, Allantoin, Glucose, Fructose, Maltose, Trehalose, Sodium Lactate, Sodium PCA, Urea, Polypodium Vulgare Rhizome Extract, Cetraria Islandica Thallus Extract, Sphagnum Magellanicum Extract, Pentylene Glycol, Glycerin, Carrageenan, Acacia Senegal Gum, Methyl Methacrylate/PEG/PPG-4/3 Methacrylate crosspolymer, Dicetyl Phosphate, Synthetic fluorphlogopite, Tin Oxide, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Sodium Salicylate, Triethanolamine, Citric Acid, Phenoxyethanol, Chlorphenesin.

NIOD Hydration Vaccine HV| Serum zapobiegające utracie wody w naskórku| 185 zł lub 35 GBP




Hydration Vaccine - szczepionka nawilżająca. Nazwa produktu jest naprawdę chwytliwa oraz brzmi obiecująco. Gdyby tylko dało się wynaleźć taki specyfik, który w kilka sekund uodparniałby nas na wysuszenie i zwiotczenie skóry to pewnie ustawiałyby się do niego kolejki. Niestety na razie zostaje nam spróbować tego co oferuje marka NIOD. Głównym zadaniem serum jest po prostu zapobieganie utracie wody w naskórku. Niestety w składzie znajdują się silikony, a z doświadczenia wiem iż moja cera nie zawsze się z nimi dogaduje. Na szczęście oprócz nich mamy też mnóstwo wyciągów roślinnych: z szarotki alpejskiej (silne działanie przeciwstarzeniowe i przeciwutleniające, nawilżenie, ochrona, regeneracja), wyciąg z baobabu ("ma właściwości antyoksydacyjne, regenerujące, uelastyczniające i ujędrniające, zapobiega powstawaniu zmarszczek oraz wiotczeniu skóry"), wyciąg z porostu islandzkiego ( odtruwa, oczyszcza, nawilża, osłania, działa antyseptycznie, przeciwzapalne, przeciwłuszczycowo i przeciwtrądzikowo), no i oczywiście kilka innych składników o których nie mogłam znaleźć za wiele informacji w sieci.

Akurat to serum według mnie nie pozostaje bez wad, bo po pierwsze irytuje mnie iż zostało umieszczone w słoiczku, który nie jest wygodnym rozwiązaniem i zmusza nas do zanurzenia w produkcie palców lub użycia specjalnych gadżetów by wszystko odbywało się bardziej higienicznie. Co więcej nie potrafię się przyzwyczaić do jego okropnie silikonowej konsystencji przez co aplikacja produktu jest dla mnie po prostu nieprzyjemna.  Mimo iż Hydration Vaccine naprawdę świetnie działa, bo faktycznie super nawilża i odżywia skórę, na pewno jest zbawieniem przy odwodnionej, dojrzałej cerze, ale ja w życiu nie dałabym rady sięgać po ten kosmetyk każdego dnia. Obecnie serum stosuję na noc, przeważnie dwa razy w tygodniu jako maseczkę gdy widzę iż moja skóra potrzebuje super nawilżenia, ale jestem prawie pewna iż więcej po ten produkt nie sięgnę. Nie uważam go za bubel, po prostu nie nadaje się do mojej cery. Tym razem jestem na nie. 


    Skład: Caprylyl Methicone, Aqua (Water), PEG-12 Dimethicone/PPG-20 Crosspolymer, Glycerin, Propanediol, Sodium Polyacrylate, Leontopodium Alpinum Callus Culture Extract, Disodium Acetyl Glucosamine Phosphate, Proline, Alanine, Serine, Xylitol, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Adansonia Digitata Fruit Extract, Polypodium Vulgare Rhizome Extract, Cetraria Islandica Thallus Extract, Sphagnum Magellanicum Extract, Pseudoalteromonas Ferment Extract, Tocopherol, Tocopheryl Acetate, Mangifera Indica Seed Butter, Orbignya Oleifera Seed Oil, Squalane, Lecithin,Hexamethyldisiloxane, Trimethylsiloxysilicate, Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Polysilicone-11, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Xanthan Gum, Citric Acid, Sodium Phosphate, Sodium Hydroxide, Gluconolactone, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Caprylyl Glycol, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Chlorphenesin.

NIOD Multi Molecular Hyaluronic Complex MMHC| Serum z kwasem hialuronowym| 130 zł lub 25 GBP

 

Źródło zdjęcia: www.niod.com


Obecnie dostępna już jest nowa, ulepszona formuła tego produktu czyli MMHC2. W składzie serum znajdziecie aż 15 form związków hialuronowych plus kilka innych, wysokiej jakości substancji mających na celu zapewnienie skórze niezwykłego nawilżenia. Nie będę się już Wam tutaj o nich rozwodzić, ale jak zwykle marka chwali się, że jest inaczej, lepiej, wplątane w to są zaawansowane technologie i rzadko stosowane składniki jak choćby Direct Form Hyaluronic Acid czyli nie hialuronian sodu jak w przypadku większości produktów z kwasem hialuronowym, a jego bezpośrednia forma wykazująca wysoką aktywność biologiczną. Na pewno jest to jeden z najważniejszych produktów marki i jeśli nie wiecie jeszcze co chcielibyście przetestować od NIOD to sięgnijcie właśnie po MMHC, bo przecież nawilżenie to jeden z najistotniejszych składników zdrowej skóry. Co ważne formuła tego produktu została tak skonstruowana by nie zapychała porów i nie powodowała wysypu niedoskonałości. Według mnie jest to jeden z najlepszych, najbardziej zaawansowanych produktów z kwasem hialuronowym dostępnych obecnie na rynku kosmetycznym.

Zdecydowanie największym atutem tego serum jest jego niezwykle lekka, wodnista konsystencja, bezbarwna i praktycznie bezzapachowa, która wchłania się naprawdę ekstremalnie szybko. Oczywiście nie pozostawia po sobie lepkiej warstwy, oraz nie uprzykrza nam życia rolując się po aplikacji kolejnych kroków pielęgnacji. Wystarczy kilka kropelek by pokryć produktem całą twarz co znacznie wpływa na jego wydajność ( i dobrze, bo kosztuje nie mało). Tak jak obiecuje producent znajdziemy w tej cudnej buteleczce z ciemnego szkła nawilżenie, poprawę stanu skóry, wygładzenie, polepszenie elastyczności i jędrności, a dodatkowo działanie przeciwzmarszczkowe. MMHC polecam dosłownie każdemu bez względu na to jaki rodzaj cery posiadacie. To jest po prostu must have!


    Skład: Aqua (Water), Hydrolyzed Yeast Extract, Glycerin, Hyaluronic Acid, Sodium Hyaluronate, Sodium Butyroyl Hyaluronate, Sodium Hyaluronate Crosspolymer, Hydrolyzed Sodium Hyaluronate, Disodium Acetyl Glucosamine Phosphate, Tetradecyl Aminobutyroylvalylaminobutyric Urea Trifluoroacetate, Pseudoalteromonas Exopolysaccharides, Tamarindus Indica Seed Gum, Tremella Fuciformis Sporocarp Extract, Ceratonia Siliqua Gum, Myristoyl Nonapeptide-3, Plantago Lanceolata Leaf Extract, Salvia Sclarea Extract, Arginine, Aspartic Acid, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Isoleucine, Proline, Threonine, Histidine, Phenylalanine, PCA, Sodium PCA, Betaine, Sodium Lactate, Epigallocatechin Gallatyl Glucoside, Gallyl Glucoside, Algae Extract, Sodium Salicylate, Lecithin, Polyglucuronic Acid, Xanthan Gum, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Sclerotium Gum, Pullulan, Cetyl Hydroxyethylcellulose, Propanediol, Pentylene Glycol, Dimethyl Isosorbide, Citric Acid, Magnesium Chloride, Silica, Polysorbate 20, Ethoxydiglycol, Propyl Gallate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Ethylhexylglycerin, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol.

NIOD Fracionated Eye Contour Concentrate FECC| Peptydowe serum pod oczy| 225 zł lub 43 GBP



To serum od NIOD ma chyba najdłuższą listę składników z całej gamy produktów marki. No, ale nic dziwnego skoro producent chwali się zastosowaniem aż 28 technologii, a wszystko po to by ujędrnić, nawilżyć, zredukować przebarwienia, opuchliznę, cienie pod oczami czy spłycić zmarszczki. Nawet nie będę zaczynać opisywać tych wszystkich najnowszych technologii i substancji, bo większości składników nie znam i pewnie tak jak w przypadku reszty produktów nie będę mogła znaleźć konkretnych informacji na ich temat w sieci. Serum to również dostałam jako gratis w którymś zestawie, bo sama pewnie w życiu bym się nie zdecydowała na kupno tak drogiego kosmetyku pod oczy.


Bardzo lubię wodnistą oraz super lekką konsystencję produktu, który szybko się wchłania i co najważniejsze już kilkanaście sekund po jego aplikacji można przejść do kolejnych kroków pielęgnacji bez obawy o tak uciążliwe rolowanie. Skłamałabym pisząc iż serum to wcale nie działa, ale też nie jestem pewna czy zapłaciłabym za nie aż taką dużą kwotę. Na pewno nie mogę mu odjąć tego, że super nawilża, jest lekkie, lekko napina i ujędrnia skórę oraz faktycznie może niwelować opuchliznę pod oczami dając fajne uczucie chłodu chwilę po aplikacji. Nie wiem jednak dlaczego wydaje mi się, że za płacąc taką cenę i smarując się wynalazkiem z taką ilością technologii aż chciałoby się prosić o więcej. Chociaż z drugiej strony akurat kosmetyki pod oczy naprawdę rzadko robią to co im się przypisuje i serum od NIOD mające tyle fajnych właściwości jest jednym z niewielu tego typu produktów na rynku. Decyzję o tym czy warto kupić FECC zostawiam Wam samym i tym razem ani nie polecam ani nie odradzam.

    Skład:  Aqua (Water), Glycerin, Butylene Glycol, Propanediol, Hydrolyzed Yeast Extract, Albizia Julibrissin Bark Extract, Niacinamide, Dipeptide Diaminobutyroyl Benzylamide Diacetate, Palmitoyl Tripeptide-38, Acetyl Hexapeptide-8, Acetyl Tetrapeptide-5, Decapeptide-22, Oligopeptide-78, Palmitoyl Decapeptide-21, Palmitoyl Hexapeptide-52, Zinc Palmitoyl Nonapeptide-14, Palmitoyl Tetrapeptide-50, Pentapeptide-18, Acetyl Hexapeptide-30, Heptapeptide-15 Palmitate, Palmitoyl Heptapeptide-18, S-Mu-Conotoxin CnIIIc Acetate, Sodium Hyaluronate, Darutoside, Epigallocatechin Gallatyl Glucoside, Gallyl Glucoside, Ascorbyl Glucoside, Zinc PCA, Methylglucoside Phosphate, Disodium Acetyl Glucosamine Phosphate, Copper Lysinate/Prolinate, Hydroxypropyl Cyclodextrin, Superoxide Dismutase, Escin, Ascorbic Acid, Ammonium Glycyrrhizate, Polyglucuronic Acid, Ascophyllum Nodosum Extract, Asparagopsis Armata Extract, Fraxinus Excelsior Bark Extract, Olea Europaea Leaf Extract, Polypodium Vulgare Rhizome Extract, Cetraria Islandica Thallus Extract, Sphagnum Magellanicum Extract, Ruscus Aculeatus Root Extract, Centella Asiatica Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Arginine, Panthenol, Hydrolyzed Rice Protein, Glycine Soja (Soybean) Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Yeast Protein, Lecithin, Polyacrylate Crosspolymer-6, Xanthan Gum, Cetyl Hydroxyethylcellulose, Silanetriol, Sodium Dextran Sulfate, Sorbitol, Pentylene Glycol, Dimethyl Isosorbide, Citric Acid, Glycolic Acid, Lactic Acid, Lactic Acid/Glycolic Acid Copolymer, PPG-26-Buteth-26, Polyvinyl Alcohol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Propyl Gallate, Potassium Sorbate, Caprylyl Glycol, Glyceryl Caprylate, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol, Phenylpropanol, Dehydroacetic Acid, Phenoxyethanol, Chlorphenesin.

NIOD Sankrit Saponins| 21 GBP



Na koniec przyszła pora na niezwykły balsam myjący zawierający naturalne, ajuwerdyjskie surfakanty zamiast dobrze nam znanych SLSów (siarczanów), olei, estrów lub miceli. Zadaniem tego produktu jest porządne i dogłębne oczyszczenie twarzy bez naruszenia bariery ochronnej skóry. Marka uważa iż obecnie za bardzo skupiamy się na tym by myć buzię tylko po to by usunąć makijaż, a za rzadko czyścimy ją po prostu z nadmiaru sebum, zanieczyszczeń i by pozbyć się martwego naskórka. Przyznaje również iż dostępne są na rynku kosmetyki, dzięki którym "zetrzemy" produkty kolorowe, ale nic poza tym. Nie usuną bakterii z naszych porów i nie pozbędą się nadmiaru łoju byśmy mogli cieszyć się nie tylko czystą, ale i zdrową cerą, nie powodując przy tym żadnych zniszczeń. NIOD stawia więc na saponiny, które są naturalne oraz posiadają naprawdę wspaniałe właściwości. Miedzy innymi działają przeciwgrzybicznie, przeciwzapalnie, antybakteryjnie, mogą nawet częściowo zastąpić leki sterydowe w leczeniu skóry. W tym przypadku oczyszczają pory, usuwają zanieczyszczenia i nadmiar sebum.


Bardzo podoba mi się opakowanie SS czyli miękka tubka, która na myśl przywodzi jakieś apteczne maści czy leki. Kosmetyk ma konsystencję lekkiej, kremowej pasty, która w kontakcie z wodą staje się rzadsza i tworzy delikatnie mleczną piankę. Zapach balsamu dosyć długo mi przeszkadzał, ale w końcu się do niego przyzwyczaiłam. Jest on dosyć mocny, jakby drzewny i orzechowy. Na szczęście udało mi się zużyć produkt do końca, bo przez cały czas stosowania moja opinia na jego temat zmieniła się kilka razy. Chwilę po aplikacji czułam iż moja skóra jest tak mocno oczyszczona iż ledwo mogłam przesunąć po niej dłońmi by na koniec spłukać kosmetyk z twarzy. Lubię porządnie domytą cerę, ale nie aż do takiego stopnia. Oczywiście po wszystkim czułam iż moja buzia jest nieco sucha, ale nie ściągnięta lub podrażniona. Co prawda NIOD ostrzega nas przed tym i zapewnia, że to normalny proces, który trwa dosłownie kilka chwil, a potem wszystko wraca do normy. Pamiętajcie też by uważać na oczy, bo gdy SS się do nich dostanie potrafi skutecznie oślepić i wydusić z nas kilka  siarczystych przekleństw.


Wciąż zastanawiam się czy nie kupić kolejnej tubki SS, bo chociaż nie daje mi super miłych doświadczeń podczas stosowania to jednak naprawdę działa. Używany regularnie, kilka razy w tygodniu faktycznie porządnie oczyszczał, pomagał pozbyć się niedoskonałości, zmniejszał widoczność porów i pozostawiał moją skórę super gładką oraz miękką bez podrażnienia czy wysuszenia. Nie polecam go jednak stosować każdego dnia, chociaż sądzę iż nada się do każdego rodzaju cery. Jestem prawie pewna, że jeszcze kiedyś ja i SS się spotkamy, a Wam zdecydowanie polecam zakup, zwłaszcza gdy Deciem oferuje zniżki.

    Skład: Aqua (Water), Stearic Acid, Sapindus Mukurossi Fruit Extract, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Arginine, Polysorbate 60, Acacia Concinna Fruit Extract, Balanites Aegyptiaca (Desert Date) Fruit Extract, Gypsophila Paniculata Root Extract, Polyacrylate Crosspolymer-6, Acacia Senegal Gum, Xanthan Gum, Pentylene Glycol, Melanin, Sorbic Acid, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Caprylyl Glycol, 1,2-Hexanediol, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Chlorphenesin.

_____________________________________________
 
I tak oto dotarliśmy wreszcie do końca. Jak widzicie mam wiele do powiedzenia jeśli chodzi o NIOD, bo tak jak pisałam uwielbiam tą markę. Wiem, że nie każdy będzie miał podobne odczucia, ale mnie ostatnio bardzo kręcą najnowsze technologie i nietuzinkowe, rzadko stosowane składniki. Niełatwo zrozumieć żargon, którym opisany jest każdy kosmetyk, a jeszcze trudniej przetłumaczyć go na nasz język polski. Nie jest to marka dla mas, która skupia się na prostocie, a raczej dąży do perfekcji wykorzystując do tego najnowsze technologie i naukę. Mam nadzieję, że chociaż trochę przybliżyłam Wam asortyment NIOD i pomogłam zrozumieć dlaczego tak bardzo się lubimy. W planach mam przetestowanie każdego produktu marki więc na pewno jeszcze poczytacie o niej na blogu. Zaciekawił Was któryś z wyżej wymienionych kosmetyków? A może sami testowaliście już coś od NIOD? Czekam na Wasze opinie.

INSTAGRAM

Land of Vanity. Theme by STS.