Hej.
Od kiedy tylko Tangle Teezer wszedł na rynek, wszystkie włosomaniaczki i nie tylko oszalały na jego punkcie, a wraz z nimi ja. Miałam dość lejących się ciurkiem łez przy rozczesywaniu, strachu i trzęsących się rąk po każdym myciu. Gdy zobaczyłam na blogach to cudo, od razu pobiegłam do sklepu by mieć ją tylko dla siebie. Oczywiście obowiązkowo różowa, jak dla księżniczki, bo inaczej być nie mogło. Później nabyłam jeszcze wersję do mokrych włosów (ten sam kolor) i od tamtej pory się z nimi nie rozstaję i byłam pewna, że to się nigdy nie zmieni. Aż do czasu kiedy w moje ręce wpadła złudnie je przypominające koleżanka. Mowa tu o szczotce Ikoo edycja Home. Na początku podeszłam do niej bardzo sceptycznie. Nie ze mną takie numery. Tangle Teezer jest tylko jeden i nie uda wam się podrobić tego fenomenu za żadne skarby. Po pierwszym użyciu przepadłam... Zapraszam na post!